Wpływamy w Nowy Rok!

- schudnę
- będę więcej pracował
- będę wcześniej wstawał
- zadbam o zdrowy tryb życia
- itd…

jasne…, ale czy musi być lepiej? Jak mi do tej pory całkiem dobrze było.
Obyśmy tylko nie wpłynęli w kanał bez wyjścia.

Najlepszego wszystkim odwiedzającym!

Ciamno, ziamno i do dupy.

Nie będzie ambitnie, raczej antydepresyjnie. Nie mam nic przeciwko pięknej jesieni, czy śnieżnej zimie, ale to co dzieje się za oknem to jakaś pomyłka. To zdecydowanie ta część roku, w której najchętniej bym się nażarł i poszedł spać na jakiś miesiąc, dwa. Niestety ta opcja nie wypaliła, więc szukając polepszenia sobie nastroju znalazłem taką pocztóweczkę z niedawno odwiedzanych Włoch. Mam nadzieję, że nie tylko mi przypomni ona o tej lepszej części roku. Głowa do góry!

Konsumowanie packshota

Czasem poza trudem wykonania zdjęcia, człowieka dotyka trud walki ze sobą. W piątek z rana okazało się, że Carlsberg potrzebuje do kampanii promocyjnej zdjęcia zgrzewki Harnasia. Ktoś mógłby zapytać jak się robi takie zdjęcie? Jedzie się do sklepu, kupuje się zgrzewkę Harnasia. Stawia się ją w studio, ustawia kadr na statywie i zaczyna się bawić światłem, odbiciami, maskowaniem itp. W końcu człowiek zmęczony eksperymentami ma ochotę na chwilę odpoczynku… i wtedy właśnie przychodzą te złe myśli – jedna puszka mniej na zdjęciu? Ta z ostatniego rzędu, przecież nikt się nie zorientuje…ach ta fotografia studyjna.

No nic tym razem wytrzymałem :

Karnisze (fotografia reklamowa)

Gdybym miał blogować na bieżąco to poniżej powinny znaleźć się zdjęcia z urlopu , z którego właśnie wróciłem (standardowo zmęczony bardziej niż przed wyjazdem). Niestety muszę nadal nadganiać zaległości (i tak już chyba zostanie). W zamian za zdjęcia z prawie słonecznych Włoch proponuję trochę fotografii reklamowej prosto ze studia.

Może od początku… Producent karniszy potrzebował 7 zdjęć reklamowych, pokazujących 7 różnych kolorów(materiałów) z jakich zrobione są produkty tej firmy. Zdjęcia miały być jednocześnie wizytówką firmy. Potrzebny był dobry, spójny pomysł, odmienny od stylizacji konkurencji. Coś co będzie jednocześnie inspiracją dla potencjalnego kupującego, coś świeżego…

Trochę googlania, kombinowania i urodziła się koncepcja. Realizacja wymagała udziału stylisty, dobrego stylisty. Dotarłem do Szymona, który szybko złapał o co mi chodzi i bez problemu zgromadził furgonetkę rekwizytów. Nie wiem jak on to robi ale potrafi pożyczyć ze sklepu stołek wartości mojego aparatu. Rozrzuciliśmy na podłodze wszystko co udało się zgromadzić i zaczęliśmy kombinacje (rozrzuciliśmy delikatnie, uważając na stołek).

Jak już ułożyliśmy kompozycję to zaczęła się zabawa z oświetleniem. Zdjęcia z założenia miały być płaskie, więc wydobycie głównego motywu za pomocą  głębi ostrości było niemożliwe.  Musiałem zagrać światłem jednocześnie utrzymując je w klimatycznym tonie. Dodatkową atrakcją było zaświecenie samego karnisza w sposób jednorodny, prosty i czytelny (jakby ktoś nie wiedział : karnisz to takie lustro tylko, że okrągłe, więc odbija lampy, statyw, aparat, sufit, fotografa i stylistę). I tak po kilku godzinach mieliśmy pierwsze zdjęcie. Potem jeszcze kilkanaście godzin i powstała cała seria. Oczywiście taka fotografia nie ma prawa bytu bez post produkcji, więc dodatkowo kawał czasu spędziłem przed komputerem “dopieszczając” projekt. W sumie 3 dni pracy dla 2 osób.

Miło by było gdyby ludzie nabrali świadomości bo w większości przypadków przy rozmowach z klientami mam wrażenie, że dla nich to jest na zasadzie : położyłeś na podłodze i zrobiłeś zdjęcie.

(kliknij na zdjęciu aby przejść do galerii):

Solina – najbardziej malowniczo położony bazar w Polsce

Ostatni weekend spędziłem rodzinnie na Podkarpaciu.

Odrywając się na chwilę od stołu zastawionego pierogami udałem się w kierunku Bieszczad i wylądowałem nad Soliną (nie byłem tam dobre 10 lat). Standardowo zapłaciłem za jakieś parkowanie i ruszyłem w stronę zapory przedzierając się przez dziesiątki budek, w których można nabyć wszystkie pamiątki świata, od ciupagi po Statuę Wolności. Kiedy już udało mi się wydostać z jakże wspaniale pachnącej startym tłuszczem i spalonymi goframi alejki, moim oczom ukazało się mniej więcej coś takiego :

Nie wiem jak wam, ale mi się widzi, że to miejsce ma potencjał. Tylko dlaczego jest całe obstawione zapyziałymi straganami i wszystko poza tym krajobrazem wygląda jak dawny stadion X-lecia w Warszawie? Pomijam fakt, że to bazar, ale jakim cudem nikt nie zajmie się tym żeby ten bazar jakoś wyglądał. Dobrze, że fotografia potrafi kłamać.

Trójmiasta odcinek 3 i ostatni “Plaża”

Pod koniec mojego pobytu odwiedził mnie Łukasz. Przyjechał do Trójmiasta po sesję na plaży… (no i przechylić małe co nieco)
Znalazł modelkę i wizażystkę. Oczywiście w okolicach Trójmiasta w sezonie nie ma dzikich plaż więc musieliśmy się sporo oddalić. Sesje Łukasza znajdziecie na jego stronie. Ja pożyczyłem sobie modelkę tylko na kilkanaście minut (kliknij na zdjęciu aby przejść do galerii):

magmin

P.S
Tak, tak ta modelka to znowu Magda, która widzieliście w poprzednim wpisie.

Retro w Pruszczu … (Trójmiasta c.d.)

… szukałem dziewczyny, która umaluje mi modelkę na sesję plażową.

Któregoś dnia w odpowiedzi na moje ogłoszenie odezwała się Amelka – wizażystka z Pruszcza Gdańskiego.

Jej portfolio raczej nie powaliło mnie na kolana, a właściwie wcale mi się nie podobało. Jednak dziewczyna była tak miła, że postanowiłem spróbować zrobić z nią jakąś sesję.

Okazało się, że mieszka w fajnym miejscu, w którym kiedyś prowadziła restauracje w stylu retro. Powoli zaczynało mi to wszystko jakoś lepiej wyglądać. Obmyśliliśmy co chcemy zrobić i Amelka obiecała zająć się stylizacją.

Zadzwoniłem do Magdy, modelki, z którą już wcześniej miałem przyjemność pracować.
Ponieważ to początkująca modelka i nie potrafiła jeszcze odmawiać więc temat był załatwiony. Amelka zorganizowała jeszcze czesanie Magdy u swojej koleżanki, która prowadzi świetny salon fryzjerski w Pruszczu.

Po kilku godzinach czesania, malowania, ubierania i ustawiania przyszedł czas na zdjęcia
(kliknij na zdjęciu aby przejść do galerii) :

zegar min

Sami oceńcie, ale jak dla mnie dziewczyny dały radę. Amelka okazała się świetną stylistko – wizażystko – organizatorką (naprawdę nie znam dziewczyny, która aż tak poświęca się dla sesji), Magda Konieczna (fryzjerka) spisała się z włosami, a modelka fajnie zagrała.

P.S
Mama Amelki robi ekstra konfitury, o sałatce caprese nie wspominając.

Jeśli “nie zrobić” nie można, to zrobić trzeba!

Wcale nie chciało mi się zakładać bloga, ale podobno nie można go nie mieć…

Skoro już odważyłem się na ten krok to postaram się żeby miało to ręce i nogi
(co zapewne zajmie trochę czasu więc liczę na wyrozumiałość).

Drogą wstępu coś z Trójmiasta, z którego niedawno szczęśliwie wróciłem …

Tych mniej cierpliwych a jednocześnie ciekawych fotografii reklamowej, reportażowej, studyjnej, itp…zapraszam na www.jakubcegielski.com – to już jako tako działa.